logowanie »
  • Rozmiar tekstu:  
  • A
  • A
  • A
Wealth Solutions - Lokaty strukturyzowane, polisy inwestycyjne




Zainstaluj nową wersję Adobe Flash Player by oglądać pełną stronę.

Portfel lokalny

15-08-2007
Tekst pochodzi z blogu Macieja Kossowskiego - Prezesa Wealth Solutions

Dlaczego zapaść na rynku ryzykownych kredytów hipotecznych w USA powoduje załamanie na warszawskiej giełdzie? Czy któryś z naszych funduszy hedge poległ na inwestycjach w ten segment rynku? Czy padł jakiś bank? W sektorze bankowym nadal mamy nadpłynność. NBP nie musi ratować banków zastrzykami gotówki tak jak EBC czy kilka innych banków centralnych.

No tak, oczywiście - kryzys na rynku nieruchomości w USA to przecież w efekcie mniej pieniędzy wydanych przez Amerykanów na konsumpcję (od lat traktują swoje domy jak bankomaty ale ostatnio coś się zacięło). Na apetycie konsumpcyjnym Amerykanów "wisi" wiele światowych gospodarek - przede wszystkim chińska. Stąd analitycy powtarzają regularnie medyczny bon mot, że kichnięcie USA to grypa w wielu innych krajach.

Ciąg logiczny oczywiście można ułożyć bez większych problemów. Sęk w tym, że głównym partnerem gospodarczym Polski nie są Stany, lecz Niemcy (tam gospodarka też co prawda zwalnia ale nie w takim tempie jak amerykańska). Sytuacja gospodarcza Polski jest nadal bardzo dobra. Na przykład w czwartek 10 sierpnia - w przeddzień "czarnego piątku na GPW - GUS podał, że średnie miesięcznie wynagrodzenie w II kwartale wzrosło w relacji do analogicznego okresu w ubiegłym roku o 8,9 proc. Był to wynik powyżej oczekiwań. Namacalny dowód na to, że można oczekiwać wzrostu wydatków konsumpcyjnych Polaków. Ważniejszą informacją tego dnia były jednak kłopoty BNP Paribas z funduszami hedge, a dane GUS zostały zinterpretowane jako zwiększające szasnę na kolejne podwyżki stóp procentowych. Każdy kij ma zawsze dwa końce.

Oczywiście powyższe dywagacje mają dość naiwny charaketr - wiadomo, że giełdy na świecie stanową system coraz silniej połączonych naczyń. Na przykład korelacja między indeksem WIG20 a S&P 500 (odpowiednio: 20 i 500 największych spółek giełdowych w Polsce i USA) wynosi ok. 0,6. To jest bardzo wysoki poziom, który podczas spadków dodatkowo się podwyższa. Dlaczego tak się dzieje? "Winny" jest temu coraz szybszy obieg informacji oraz komentarzy do nich. Polski inwestor bardzo szybko dowiaduje się na przykład, że wskaźnik aktywności gospodarczej w okolicach Chicago był niższy/wyższy od "oczekiwań". Taki inwestor oczywiście uznaje to za bardzo istotną informację i reaguje.

Wskaźników jest mnóstwo, bardzo często ich odczyty są sprzeczne - nie da się na ich podstawie wyciągnąć wniosków np. co do ogólnej sytuacji na danym rynku. Na przykład w czerwcu pozytywnie zaskoczył wszystkich 5-procentowy, najwyższy o 3 lat, wzrost indeksu opisującego liczbę spodziewanych transakcji sprzedaży domów (Pending Home Sales Index). Tego typu dane stoją w sprzeczności z powszechną świadomością o tym, że na amerykańskim rynku nieruchomości jest bardzo źle i będzie coraz gorzej.

Fakt jest faktem i mamy giełdę, która w mniejszym stopniu zależy od tego co się dzieje na naszym podwórku. Rządzą nią globalne "niusy", coraz obficiej komentowane lokalnie. To przekłada się na bardzo słabą przewidywalność sytuacji na parkiecie. Ciekawy tekst na ten temat pojawił się ostatnio we Wprost. Jednym z przykładów nieprzewidywalności giełdy jest Wigometr - rodzaj zbiorowej "prognozy pogody" na parkiecie na najbliższy tydzień. Mimo, że prognozują profesjonaliści, okazuje się, że skuteczność ich przewidywań jest zerowa, a rozkład trafień losowy.

Indywidualny inwestor ma jedną bardzo skuteczną broń do walki z nieprzewidywalnością rynku. Ta broń to cierpliwość. Jak powtarzają wszelkiej maści dorady finansowi, giełda w długim okresie przynosi wyższe stopy zwrotu niż np. obligacje czy inne aktywa. Te długoterminowe stopy na rozwiniętych rynkach kształtują się na poziomie 10-12 proc. rocznie. Problem w tym, że mało kto tyle zarabia. Podejście "wpłacić i zapomnieć" jest - moim zdaniem - obce ludzkiej naturze. No chyba że weźmiemy pod uwagę osoby z zaburzeniami pamięci.

Większość z nas po prostu obserwuje losy swoich giełdowych czy funduszowych oszczędności i co pewien czas wykonuje jakieś posunięcia. I wtedy najczęściej tracimy. Z jednej strony mamy więc długoterminowe wyniki indeksów giełdowych (10-12 proc.), a z drugiej nasze "prywatne" wyniki inwestycyjne - z reguły na dłuższą metę znacznie niższe. Wiele osób, które zaczęły swoją przygodę z giełdą 2 czy 3 lata temu pewnie zaśmieje się w głos. Radzę jednak rozpocząć podsumowywanie swoich giełdowych osiągnięć po 10 czy 15 latach.

Czy można uwolnić się od globalizacji w inwestowaniu? Tak. Jest rynek, którego podstawową cechą jest lokalność. To nieruchomości. W USA jest kryzys, w Polsce wziąż jeszcze hossa - jedno z drugim ma niewiele wspólnego. Na rynku nieruchomości trudno spekulować, chociaż w rozwiniętych i bogatych społeczeństwa to także dzieje się na dużą skalę. Tak czy inaczej bardzo wiele zależy tutaj od - nomen omen - fundamentów. W Polsce brakuje mieszkań, brakuje przygotowanych pod inwestycje gruntów, rośnie dostępność kredytów i dochody ludności - mieszkania drożeją. Jeśli zaczną tanieć to też nie w jakiś wtorek czy piątek, lecz stopniowo. Wynika to oczywiście ze specyfiki obrotu nieruchomościami - nie sprzedaje się ich w kilka sekund, kilkoma kliknięciami myszki.

Przy tej okazji warto wspomnieć o tym, że nieruchomości w ostatnich kilku latach próbuje się "pożenić" z giełdą. Różnie to wychodzi. Ogromną popularność zyskują sobie konstrukcje prawne o nazwie Real Estate Investment Trusts (REIT, czyt. rit). To spółki giełdowe których jedynym zadaniem jest kupowanie biurowców, mieszkań czy centrów handlowych, a następnie wypłacanie w postaci dywidendy zdecydowanej większości dochodów uzyskiwanych z wynajmu tych obiektów. Akcje REIT-ów są oczywiście notowane. Sęk w tym, że zachowują się jak typowe spółki giełdowe a nie jest stabilne portfele konkretnych obiektów.

Na przykład kursy austriackich firm silnie zaangażowanych w nieruchomości regionu Europy Środkowo-Wschodniej (np. Immofinanz, Immoeast, CA Immo) w ciągu 2-3 miesięcy przed wakacjami potraciły po 15-20 proc. Czyżby jakis krach na rynku nieruchomości Bułgarii czy Rumunii? Nic z tych rzeczy. Witamy na giełdzie.

Nieco inaczej może wyglądać inwestowanie w nieruchomości z wykorzystaniem zamkniętych funduszy inwestycyjnych. Takie fundusze również kupują określone obiekty. Ich certyfikaty są jednak regularnie, najczęściej co miesiąc, wyceniane na podstawie wartości portfela. Inna sprawa, że rzeczywistą wartość można poznać dopiero wtedy, gdy dany obiekt zostanie sprzedany. Tak czy inaczej, jesteśmy już bliżej realnej wartości obiektów. Oczywiście same certyfikaty są jednocześnie notowane na giełdzie a tam już ceny są zupełnie oderwane od "księgowej" wyceny - zwracała na to uwagę kilkakrotnie firma Analizy Online. Tymi cenami posiadacz certyfikatów może się jednak nie przejmować. No chyba, że chce wyjść z inwestycji.

Podsumowując, geograficzna dywersyfikacja portfela - jak najbardziej. To jednak nie wystarczy. Mając w portfelu akcje amerykańskie, japońskie, brazylijskie i polskie wcale nie minimalizujemy znacząco ryzyka przejściowych strat. Należy uzupełniać portfel o aktywa nieskorelowane z giełdą - fundusze hedge czy lokaty strukturyzowane. I oczywiście nieruchomości - jedyną formę lokaty kapitału, które opiera się globalizacji.
Nie przegap Subskrypcji
Zapisz się na  Newsletter
lub subskrybuj  kanał RSS