Sztukmistrz z Libanu16-07-2009
Czy wiedzą Państwo kim jest Nassim Taleb? Warto przyjrzeć się bliżej temu człowiekowi, rozszerzając przy okazji swoje finansowe horyzonty. Nie ma co ukrywać, że bliższy kontakt z jego ideami może również korzystnie wpłynąć na stan portfeli, szczególnie w trudniejszych czasach. Współzarządany przezeń fundusz Universa Investments, był zapewne jednym z niewielu, które w zeszłym roku mogły pochwalić się ponad 100% zyskiem.
Nassim Taleb – urodzony w Libanie amerykański filozof a zarazem były trader z dwudziestoletnim stażem – znany jest na Zachodzie jednak przede wszystkim jako autor bestsellera „Czarny łabędź” (ponad półtora miliona sprzedanych egzemplarzy). To właśnie ta książka, opublikowana na początku 2007 roku, przyniosła mu tytuł czarnego proroka kryzysu. W niej także znajdują się pomysły, którym w znacznej mierze zawdzięcza swój ostatni sukces Universa.
Czym w takim razie jest tytułowy czarny łabędź? Australijski ptak symbolizuje nieoczekiwane zdarzenie o doniosłym znaczeniu, jakim w pewnym sensie było dla Europejczyków odkrycie gatunku cygnus atratus pod koniec XVIII wieku. Do tamtego momentu na naszym Kontynencie przyjmowano za oczywistość, że wszystkie łabędzie są białe. Wedle Taleba ludzie mają silnie zakorzenione skłonności do niedoceniania zarówno szans na pojawienie się rzadkich zdarzeń, jak i ich wpływu. Dzisiejszy świat, ze względu na postępującą globalizację i bezprecedensowo szybki obieg informacji, jest zaś niezwykle podatny na czarne łabędzie. Duże i skomplikowane organizacje, by jako tako sprawnie działać, optymalizują swoje procesy, tak że nie zostaje wiele tego, co można by określić jako luz, czy wolna przestrzeń. Gdy system jest napięty do granic możliwości, staje się bardziej podatny na błędy w prognozach, na których opiera swoje działanie. Stąd niespodziewane, gwałtowne zdarzenia, mogą przynieść ogromne spustoszenie.
Szczególnie wrażliwy jest pod tym względem system finansowy, w którym upowszechniły się metody zarządzania ryzykiem, zupełnie ignorujące czarne łabędzie (min. VaR, szacowanie zmienności poprzez wariancję bądź GARCH). Techniki te opierają się na przeszłych danych, które bardzo często (zwłaszcza, że rzadko kiedy cofamy się dostatecznie daleko) nie zawierają informacji o zdarzeniach porównywalnych pod względem wpływu z czarnymi łabędziami. Inaczej mówiąc dane społeczno-ekonomiczne mają „grube ogony” – relatywnie wysokie prawdopodobieństwo wystąpienia potężnych anomalii. Przeoczenie ich i uznanie danego rynku za cechujący się niską zmiennością, a więc bezpieczny wywołać może w dłuższym okresie katastrofalne skutki. Jak ujął to Taleb w eseju dla Edge: „Jeżeli mało prawdopodobne zdarzenia pociągają za sobą potężne skutki i jednocześnie mało prawdopodobne zdarzenia są trudniejsze do wychwycenia przy użyciu przeszłych danych, to znaczy to, że nasza wiedza empiryczna o potencjalnym wpływie rzadkich zdarzeń (prawdopodobieństwo x skutki) jest odwrotnie proporcjonalna do ich skutków”.
U kogoś, kto otwarcie rzuca wyzwanie całemu światowemu systemowi finansowemu, można spodziewać się interesującej osobowości. W tym względzie Taleb z pewnością nie rozczaruje. Jego „oddolny empiryzm” (badanie praktycznych zależności bez przedwczesnego obciążenia teoriami wysokiego poziomu) przejawia się niemal na każdym kroku. Przyłapany przez kogoś z zatyczką na nosie, przy wypijaniu dwóch łyżek oleju lnianego, na pytanie, dlaczego to robi, odpowiedział: „Ponieważ w sytuacji, gdy uzyskuje się smak bez kalorii, ludzie przybierają na wadze, pozwólcie mi spróbować czegoś odwrotnego – pozyskania kalorii bez smaku”. Innym razem postanowił przez rok nigdzie się nie spóźnić, gdyż niepunktualność utożsamia z brakiem kontroli nad swoim życiem oraz skrajnym lekceważeniem innych ludzi. Eksperyment powiódł się – w roku 2007 filozof z Libanu nie odnotował żadnych spóźnień. Jak przyznaje cena za to osiągnięcie była wysoka „zmuszało mnie to do docierania na miejsce znacznie wcześniej niż planowałem i czytania w kawiarniach albo wysłuchiwania publicznych kłótni francuskich par, etc. Oprócz tego wylatywałem samolotem zawsze dzień wcześniej i zabijałem czas spacerując”. Taleb prowadzi przy tym blog z fragmentami po grecku i arabsku, których nie tłumaczy. Jak twierdzi, za swym mentorem – francuskim matematykiem i filozofem – Poincarem, który nie poprawiał nawet dostrzeżonych przez siebie błędów gramatycznych, sprawy redakcyjne są zbyt błahe by poświęcać im czas.
Drobne dziwactwa dodają jednak Talebowi uroku i nie warto na ich podstawie osądzać jego pomysłów, również tych inwestycyjnych. Jakie są w takim razie zręby jego filozofii inwestowania? Wynika ona wprost z głównego przesłania „Czarnego łabędzia” – jeśli system finansowy nie docenia wpływu rzadkich lecz doniosłych zdarzeń, to znaczy, że liczni uczestnicy rynku płacą zbyt niską cenę, za granie przeciw nim. Zatem należy postawić właśnie na nie!
W ten sposób postępuje właśnie Universa – większość środków inwestuje w bezpieczne instrumenty, a pozostałą część w opcje z bardzo wysoką lub bardzo niską ceną wykonania. Taki portfel w normalnych okresach nie przynosi imponującej stopy zwrotu, ale w momentach zawirowań na światowych rynkach daje sporo zarobić. Czy jest to jednak dobra strategia na dłuższą metę? Poprzedni fundusz kierowany przez parę Taleb-Spitznagel został w 2004 roku zamknięty z powodu słabych wyników. Teraz jednak liczba klientów w ciągu dwóch lat wzrosła ponad dwudziestokrotnie, a pomysłów na nietypowe zakłady nie brakuje. Który koń ma się okazać następnym czarnym łabędziem?
Spitznagel – szef funduszu – stawia między innymi na pokryzysową inflację oraz chińskie zakupy surowców. Pod uwagę brane są opcje na kukurydzę, ropę naftową i miedź. „Myślę, że ceny tych towarów doświadczą w najbliższym okresach bardzo wysokiej zmienności” – stwierdził kilka miesięcy temu Taleb. To, że nadchodząca przyszłość przyniesie jakieś czarne łabędzie, wydaje się pewne. Czy jednak drużynie filozofa-inwestora uda się coś na tym zarobić, dopiero się przekonamy.
Maciej Bitner, Wealth Solutions |
