Ogon nadal macha psem17-12-2008
Banki to instytucje zaufania publicznego – często można to usłyszeć od osób z branży finansowej. O co chodzi? Teraz już wiem. To społeczeństwo musi ufać bankom i bez zastrzeżeń oddawać im swoje pieniądze na przechowanie. Z drugiej strony banki wcale nie muszą ufać społeczeństwu i dawać mu pieniędzy, gdy ich potrzebuje.
To w kontekście decyzji FED o redukcji stóp procentowych praktycznie do zera. Mimo to banki nie są chętne by pożyczać pieniądze sobie nawzajem, nie mówiąc już o osobach prywatnych czy firmach. Wartość udzielonych kredytów konsumpcyjnych spada w Stanach o kilka miliardów dolarów miesięcznie (w sierpniu o rekordowe 6,5 miliarda USD). A tak niedawno banki pożyczały bez opamiętania – również w 2006 i 2007 kiedy stopy w Stanach były rzędu 4-5 proc. (sporo kredytów udzielano przy stałej stopie na 20 czy 30 lat). Ryzyko nie istniało - każdy mógł dostać kredyt. Teraz banki pożyczać nie chcą. No chyba że własnemu rządowi, który jest już w stanie sprzedać obligacje bez oprocentowania.
FED wczoraj zapowiedział że zacznie wyręczać banki w udzielaniu kredytów. Dodrukuje pieniądz i skupi od banków papiery zabezpieczone kredytami mieszkaniowymi. Banki boją się tych papierów jak ognia, bo to na nich się przejechały. No ale jeśli ma je od nich skupić FED to ryzyko odpada. I to jest już kolejna inicjatywa FED. Wcześniej ruszył program TALF w ramach którego do dyspozycji banków jest 200 miliardów dolarów. Nowojorski oddział FED-u pożyczy bankom tyle, ile one zdecydują się pożyczyć firmom i gospodarstwom domowym, a zabezpieczy się wyłącznie na papierach dłużnych wyemitowanych w oparciu o te nowe kredyty. A więc zdejmuje z banków ryzyko, że kredytobiorcy przestaną spłacać.
Może po prostu to FED powinien zająć miejsce banków komercyjnych i zająć się pożyczaniem pieniędzy? I tak w praktyce już to robi. Banki mają tylko obsłużyć klientów, a ryzyko kredytowe mogą zaraz przekazać bankowi centralnemu. Nie jest to zbyt duża odpowiedzialność jak na instytucje zaufania publicznego. Ale nawet mimo to trwa credit crunch pogłębiający spadki PKB. Rynkowe stopy procentowe po których banki chcą pożyczać sobie pieniądze są o wiele wyższe niż benchmark ustalany przez FED czy rentowność bonów skarbowych.
Prawda jest taka, że w krajach rozwiniętych sektor bankowy przerósł inne branże. Nawet teraz, po znaczących spadkach notowań banków, udział tych instytucji w kapitalizacji indeksów giełdowych typu DJ Eurostoxx50 czy S&P500 jest wyższy niż innych branż (15-20 proc.). Instytucje które z zasady powinny po prostu obsługiwać firmy i ludzi w zakresie obrotu pieniędzmi zaczęły prowadzić własne gry na wielką skalę rywalizując między sobą wskaźnikami rentowności i kursami akcji. Trochę tak jak z opcjami walutowymi w polskich firmach gdzie przekroczono granice między spekulacją a zabezpieczaniem realnego biznesu przed ryzykiem kursowym.
Ogon zaczął machać psem. I ostatecznie tego psa przewrócił. W efekcie w budżetach państw znajdują się setki miliardów dolarów na wspieranie banków a brakuje 15 miliardów na ratowanie koncernów samochodowych.
Maciej Kossowski |
