|
|
Opcje walutowe - jak to mogło wyglądać
03-12-2008
Rzecz dzieje się 7 lipca 2008 roku. Euro kosztuje ok. 3,30 zł…
- Firma Bodzio Trading (BT) zajmująca się eksportem towarów do UE wie że 19 listopada 2008 roku ma otrzymać 1 mln euro od swojego kontrahenta.
- Zarząd boi się, że w momencie otrzymania płatności kurs będzie niższy niż obecnie i po sprzedaży euro zamiast 3,3 mln zł dostanie na przykład tylko 3,1 mln zł. Zapewnia więc sobie w banku prawo sprzedaży euro po 3,30 zł w listopadzie 2008 (kupuje tzw. opcję put). Koszt ubezpieczenia kwoty 1 mln euro to 40 851 zł.
- BT może zapłacić taką cenę ale jest inne wyjście (zapewne sugerowane przez bank). Firma może wystawić opcję call z ceną wykonania 3,50 zł. Jeśli w listopadzie euro będzie droższe niż 3,50 zł firma BT będzie musiała zapłacić bankowi nadwyżkę ponad ten kurs. Zarząd BT zakłada że jest to mało realne i podejmuje takie ryzyko.
- BT wystawia opcję, bierze na siebie ryzyko, więc należą jej się pieniądze od banku. Firmie zależy na tym, by kwota otrzymana od banku pokryła koszt zakupu opcji put - zabezpieczenia przed spadkiem euro, które BT tak naprawdę się obawia. Wolumen na jaki będzie wystawiona opcja call musi jednak wówczas sięgnąć aż 5,47 mln euro. A to dlatego że kurs wykonania opcji call jest znacznie powyżej 3,30 zł - szansa na to że opcja da coś zarobić bankowi jest niewielka (matematycznie) i w efekcie opcja jest dosyć tania. Kwotę jaką zgarnie za nią BT można podwyższyć zwiększając nominał transakcji.
- W momencie realizacji transakcji kurs euro wynosi jednak aż 3,8350 zł. Kwota, którą otrzymał eksporter od partnera biznesowego wynosiła 1 mln euro. Pozostałą część (4 478 000 euro) BT musi kupić na rynku po cenie 3,8350 i dostarczyć bankowi z tytułu wystawionej opcji call po cenie 3,50. Traci na tej transakcji 33,5 grosza na każdym euro czyli 1 500 130 zł.
Chcąc oszczędzić niespełna 41 tys. zł eksporter podjął zbyt duże ryzyko i stracił 1,5 mln zł. Firma Bodzio Trading przekroczyła granicę między zabezpieczaniem transakcji walutowych a spekulacją. Niezależnie od tego czy zrobiła to świadomie czy nie, nie świadczy to dobrze o jej zarządzie. Albo okazał się naiwny i dał się namówić bankowi na transakcje które nie zrozumiał. Albo świadomie podjął ogromne ryzyko grając na rynku kwotą znacznie wyższą niż faktyczne obroty spółki.
Maciej Kossowski, Michał Kowalski
|