Miliony ukryte w futerale27-01-2012
Są inwestycje, które w czasach kryzysu pozwalają nasłuchiwać wieści o pewnych zyskach. Przynosi je dźwięk skrzypiec. Ceny najlepszych z nich stale rosną, nie zważając na rynek papierów wartościowych. Już w lutym brzmienia za miliony dolarów mogą posłuchać polscy inwestorzy. Amerykańska wirtuozka skrzypiec Rachel Barton Pine zagra w ojczyźnie swoich przodków na jednym z najdroższych instrumentów na świecie. Skrzypce wydają się całkiem niezłą inwestycją. Zyski są porównywalne do sztuki, mniejsze niż z akcji, ale średnio nieco wyższe niż z obligacji. Unikalność instrumentów muzycznych, takich jak zabytkowe skrzypce, sprawia, że mogą zyskiwać na wartości zupełnie niezależnie od tego, co dzieje się na rynku kapitałowym. Najcenniejsze egzemplarze drożeją o kilkanaście procent rocznie. Liczby raportu Artist Rare Instrument Fund, funduszu zajmującego się inwestycjami w instrumenty muzyczne, dowodzą, że w latach 1988 – 2008 średni roczny zwrot na kapitale przy inwestycjach w instrumenty muzyczne wyniósł 11,43 proc. Inwestycje w S&P 500 przyniosły w tym czasie 8,43 proc. rocznie, a w złoto poniżej 4 proc. Fundusze specjalizujące się w lokowaniu pieniędzy klientów w instrumenty często decydują się na podpisanie umowy z ich wcześniejszymi właścicielami – wielkimi muzykami. Na podstawie jej zapisów otrzymują oni swój procent z transakcji sprzedaży. Artist Rare Instrument Fund wymaga minimalnego wkładu 1 mln dolarów, indywidualnie maksymalnie można zainwestować w nim 10 mln dolarów. Rekord cenowy należy do instrumentu Stradivariusa. Za jego „Lady Blunt” w czerwcu 2011 r. osiągnięto na licytacji sumę 16 mln dolarów. 40 lat wcześniej sprzedano je w domu aukcyjnym Sotheby’s za 200 tys. dolarów. |
