Inwestorzy kupują masowo bezpieczne waluty24-08-2010
Lęk przed powrotem globalnej recesji sprawił, że inwestorzy walutowi rzucili się na uznawane za bezpieczną lokatę dolary oraz franki szwajcarskie. Odbija się to czkawką naszym kredytobiorcom hipotecznym – czytamy na portalu Wyborcza.biz.
W Polsce kilkaset tysięcy rodzin kupiło mieszkania, domy i działki za kredyty w obcych walutach. Są zadłużone w sumie na 160 mld zł, z czego z grubsza 90 proc. to pożyczki we frankach. Od kilku dni nasi kredytobiorcy przecierają oczy ze zdumienia, patrząc na tabele kursów walut – frank znowu kosztuje ponad 3 zł, zupełnie jak prawie dwa lata temu w środku globalnego kryzysu finansowego, kiedy złoty leciał na łeb na szyję. Tymczasem kurs euro pozostaje stabilny na umiarkowanym poziomie – kosztuje 4 zł.
Szwajcarska waluta stała się jednym z głównych aktorów globalnych spekulacji walutowych, które nasiliły się w tym miesiącu z powodu bardzo niepokojących danych makro napływających z USA. Rośnie tam liczba nowych bezrobotnych, stopa bezrobocia utrzymuje się na bardzo wysokim jak na Amerykę poziomie blisko 10 proc., sprzedaż domów jest na najniższym poziomie od lat 60., a optymizm konsumentów gaśnie. W II kw. amerykański PKB urósł poniżej prognoz – tylko 2,4 proc. Tymczasem w I kw. było to 3,7 proc. – czytamy na portalu Wyborcza.biz.
Wieści z USA wywołują ogromne wahania na rynku walutowym, bo inwestorzy, bojąc się kolejnego kryzysu, lokują ogromne kapitały w niektóre waluty, które ochrzcili mianem "bezpiecznej przystani" (safe heaven). To przede wszystkim dolary, franki i japońskie jeny. Wystarczyły zaledwie dwa tygodnie, aby dolar umocnił się do euro aż o sześć centów. Obecnie euro jest najsłabsze od ponad miesiąca i kosztuje jedynie 1,27 USD. Inwestorzy sprzedają euro, zupełnie lekceważąc optymistyczne dane z Eurolandu.
więcej na portalu Wyborcza.biz |
