Budowlanka drży ze strachu12-12-2008
Po przedsiębiorcach widać było, że są zaniepokojeni. Wielu jeszcze nie zapomniało załamania budownictwa w latach 1999-2003. - Kryzys ten najmocniej uderzył właśnie w duże firmy. Małe radziły sobie lepiej, bo zadowalały się drobnymi zleceniami, np. w mieszkaniówce - przyznaje prof. Zofia Bolkowska z Wyższej Szkoły Zarządzania i Prawa w Warszawie, ekspert Polskiej Izby Przemysłowo-Handlowej Budownictwa.
Według niej teraz to duże firmy są w lepszej sytuacji, bo mogą liczyć na kontrakty infrastrukturalne, m.in. drogowe, które dofinansowuje UE. Natomiast małe już odczuwają skutki kryzysu na rynkach finansowych, gdyż m.in. firmy deweloperskie zamrażają inwestycje. - Wprawdzie rentowność w budownictwie wciąż jest relatywnie wysoka, to jednak przybywa firm deficytowych. Już co czwarte z 1674 badanych przedsiębiorstw nie przynosi zysku – czytamy w „Gazecie Wyborczej”.
- Szykujmy się na złe czasy - mówił Marek Michałowski, prezes Związku Pracodawców i równocześnie spółki Budimex, do szefów innych firm budowlanych. - W tej sytuacji nadzieją są już tylko inwestycje infrastrukturalne. Oby tylko rządowi udało się wykorzystać wszystkie pieniądze, które zamierza przeznaczyć na budowę dróg i autostrad.
więcej w „Gazecie Wyborczej”
|
