Ostatnie strzały na wojnie o lokaty08-12-2008
Banki zacieśniają zasady przydzielania kredytów i oglądają dwa razy każdą pożyczaną złotówkę. Tylko dlaczego jednocześnie lekką ręką płacą rekordowe stawki - nawet ponad 10 proc. rocznie - za lokaty? Jak długo potrwa to eldorado? Kto za to zapłaci? – pyta „Gazeta Wyborcza”.
Od dwóch miesięcy, gdy Europę trawi kryzys finansowy, coraz większym zmartwieniem polityków i ekonomistów jest blokada obiegu kredytów w gospodarce. Banki w obawie przed ryzykiem nie chcą pożyczać pieniędzy, trzymając je w skarbcach lub w bezpiecznych rządowych obligacjach. Pozbawieni kredytów konsumenci ograniczają zakupy, a firmy tną inwestycje.
W Polsce banki też zaostrzają kryteria przyznawania kredytów. Jako pierwsi kredytową suszę odczuli chętni na pożyczki hipoteczne. Część banków w ogóle przestała udzielać pożyczek we frankach szwajcarskich. Pozostałe podniosły oprocentowanie wszystkich kredytów i dwa razy oglądają każdą pożyczaną złotówkę. Na coraz trudniejszy dostęp do kredytów skarżą się firmy, zwłaszcza z branży deweloperskiej i budowlanej. Banki nie chcą ryzykować. Wolą trzymać gotówkę i czekać na lepsze czasy, niż udzielić złego kredytu – pisze „Gazeta Wyborcza”.
I tu pojawia się pewien paradoks. Te same banki, które tak ograniczają przyznawanie kredytów, walczą bez pardonu o nasze oszczędności. Bankowcy przewidują, że jeśli nowe pieniądze na lokaty nie zaczną płynąć znów szerszym strumieniem, nie odblokuje się rynek międzybankowy lub NBP nie zacznie pożyczać pieniędzy taniej, to koszty depozytowej wojny poniosą kredytobiorcy. A wraz z nimi cała gospodarka. - Banki będą musiały rekompensować sobie wysokie odsetki od lokat podwyższonym oprocentowaniem kredytów - nie ukrywa Leszek Niemycki, wiceprezes Deutsche Bank PBC.
Eksperci obstawiają jednak, że wyniszczająca banki wojna depozytowa wkrótce się skończy. – W najbliższych miesiącach możemy spodziewać się cyklu obniżek stóp procentowych. Niewykluczone, że RPP jeszcze w grudniu zdecyduje o kolejnym cięciu. W zależności od tego, jak będzie działał rynek międzybankowy, oznaczać to będzie albo zatrzymanie oprocentowania depozytów na obecnym poziomie, albo wręcz obniżki – mówi Niemycki.
więcej w „Gazecie Wyborczej” |
