Pożegnanie z frankiem02-12-2008
Chcesz wziąć kredyt na mieszkanie i zależy ci na czasie? Lepiej od razu zapomnij o frankach – kolejne banki wycofują je z oferty, a procedury mogą ciągnąć się nawet dwa miesiące – czytamy w „Gazecie Wyborczej”.
Banki wymyślają kolejne sposoby na to, żeby wybić klientom z głowy kredyty w szwajcarskiej walucie. Niechętnym okiem patrzą na tych, którzy chcą kupić od firmy deweloperskiej mieszkanie w budowie. Faworytami nie są też klienci, którzy mają czystą kartę w Biurze Informacji Kredytowej (BIK), bo nigdy nie zaciągnęli żadnego kredytu. Banki wolą tych, którzy już kiedyś się zadłużyli i udowodnili, że solidnie wywiązują się z zobowiązań. Zmieniło się też podejście do oceny zdolności kredytowej.
Eksperci uważają, że najwyższy czas nazwać rzecz po imieniu: kredyt w szwajcarskiej walucie odchodzi do lamusa, a dla większości klientów jedyną szansą na zakup własnego mieszkania jest pożyczenie od banku złotych. Klienci – nawet ci, którzy nie mają na wkład własny – mogą wybierać wśród ofert – pisze „Gazeta Wyborcza”.
Jednak Polakom ciężko pogodzić się z brakiem franka. Powód jest oczywisty - spójrzmy na przykładowy kredyt na 250 tys. zł zaciągany na 30 lat. Z analizy, którą dla "Gazety" przygotował Open Finance, wynika, że pożyczając te pieniądze w złotych, co miesiąc będziemy musieli oddawać bankowi 1843 zł. W przypadku pożyczki we frankach miesięczna rata będzie o ponad 550 zł niższa. To oznacza, że co roku na kredyt w złotych wydamy prawie 6 tys. zł więcej niż w przypadku pożyczki we frankach.
Na razie franki ze swojej oferty całkowicie wycofały Millennium, DomBank i Lukas Bank. PKO BP narzuciło tak wysokie marże, że kredyty we frankach stały się droższe niż te w złotych. Inne instytucje cały czas oficjalnie pożyczają franki po przyzwoitych cenach, ale w praktyce uzyskanie takiego kredytu przez klientów o przeciętnych zarobkach graniczy z cudem.
więcej w „Gazecie Wyborczej’ |
