Kryzys finansowy, czyli chwila prawdy10-11-2008
Do kryzysu przyczyniły się poważne błędy w działalności państwa. Miejmy nadzieję, że na fali kryzysu nie nastąpi fałszywe odreagowanie w formie niepotrzebnej czy wręcz szkodliwej jego interwencji – mówi „Gazecie Wyborczej” prof. Leszek Balcerowicz.
Zauważam, będąc w Stanach, a także śledząc media i w Polsce, i w Ameryce, jak dużo jest nieprawidłowych diagnoz. Dość powszechnie jest przekonanie, że obecny kryzys jest wyłącznie wynikiem działania wolnego rynku, a w związku z tym lekarstwem powinno być jakieś okiełznanie tego rynku. Jest to, najdelikatniej mówiąc, częściowa prawda albo częściowa nieprawda.
Do kryzysu przyczyniły się bowiem poważne błędy w polityce gospodarczej, czyli w działalności państwa, szczególnie w USA. Dziś prawie każdy uznaje, że polityka monetarna Fed była zbyt łagodna, bo utrzymywano za niskie stopy procentowe, zwłaszcza po 2003 r. Powodowało to zbyt szybki wzrost kredytów, zbyt szybkie zadłużanie się, zwłaszcza gospodarstw domowych. Bańka spekulacyjna rosła i rosła, aż pękła. W sumie trzeba dostrzegać poważną rolę błędnej interwencji państwa w obecnym kryzysie i nie wyciągać z kryzysu pochopnych wniosków. Miejmy nadzieję, że na fali kryzysu nie nastąpi fałszywe odreagowanie w formie niepotrzebnej czy wręcz szkodliwej interwencji państwa – mówi prof. Balcerowicz.
Główna lekcja z tego kryzysu powinna być następująca: Jak powinny działać władze państwowe, żeby nie przyczyniać się do kryzysów, ale osłabiać ich prawdopodobieństwo? Jak zmniejszać ryzyko gromadzenia się napięć i nierównowagi w systemie finansowym?
Kiedy cały świat rozwinięty będzie w fazie stagnacji, każdy kraj będzie dotknięty tym kryzysem, choć w różnym stopniu. Po pierwsze, zależeć to będzie od znaczenia eksportu do świata rozwiniętego. Pod tym względem, choć otworzyliśmy się na świat, to jesteśmy mniej uzależnieni niż na przykład Węgry czy Czechy.
Po drugie, zależeć będzie od tego, na ile dany kraj nieostrożnie postępował w przeszłości, na przykład udzielając kredytów przedsiębiorcom i osobom prywatnym, zwłaszcza w walutach obcych, kosztem zadłużania się za granicą. W Polsce te kredyty w 2007 r. dosyć szybko rosły, jednak nie tak szybko jak gdzie indziej, zwłaszcza w krajach nadbałtyckich.
Po trzecie, choć w Polsce jest jeszcze dużo do zrobienia w dziedzinie finansów publicznych, bo mamy za duże wydatki i - w efekcie - deficyt, to jednak nasza sytuacja jest lepsza niż na przykład na Węgrzech, które prowadziły wyjątkowo nieodpowiedzialną politykę finansową.
Po czwarte wreszcie, wedle publicznie dostępnych informacji nasze banki nie inwestowały na znaczącą skalę w ryzykowne instrumenty finansowe. W sumie Polska odczuje kryzys, bo wzrost gospodarczy w strefie euro spada z 2 proc. do zera, a warunki wzrostu będą trudniejsze, ale dotknie nas on słabiej niż kraje nadbałtyckie czy Węgry.
rozmowa z Leszkiem Balcerowiczem w „Gazecie Wyborczej” |
